Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 marca 2009

Kobieta w prasie-obiecany c.d.

0 komentarzy
Wiele z nas kobiet czytuje prasę z wewnętrznej potrzeby, dla identyfikacji z bohaterkami opowiadanych historii, w poszukiwaniu informacji, porad, dla odnalezienia odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Prasa kobieca zdaje się doskonale wypełniać to zadnie, kreuje ona rzeczywistość, często propaguje poszczególne modele i style bycia czy życia. A człowiek ma taka przypadłość, że zazwyczaj poddaje się tej marnej mistyfikacji. Chociaż to zależy. Nie bez przyczyny skategoryzowano i podzielono czasopisma kobiece na te z najwyższej półki, średniej i te po które najłatwiej sięgnąć czyli z najniższej. Ciekawość i podpowiadają by przyjrzeć się zawartości ich treści, przesłaniu i wyciągnąć wnioski. Za obiekt a raczej temat moich rozważań przyjęłam temat kariery i sukcesu współczesnej Polki.
W dobie emancypacji, i szeroko pojętego wyzwolenia kobiety z okowów? tylko rodzinnych obowiązków, jej praca zawodowa, samodoskonalenie i rozwój stały się jednym z topowych tematów. Począwszy od tego jak znaleźć pracę, przez jak ją utrzymać by np.: nie popaść w konflikt z szefową, zajść w ciąże i jej nie stracić, rozprawiają o tym jak działać na kilku polach godząc rolę matki i pracownika, co zresztą nie należy do najłatwiejszych rzeczy.
ciąg dalszy oczywiście niebawem!

niedziela, 8 marca 2009

8 Marca

1 komentarzy


Dedykuję ten już szufladkowy tekst wszystkim kobietom,
dziś w DNIU NASZEGO ŚWIĘTA!!!

Trudno w dzisiejszych czasach nie zauważyć tego zjawiska i nie dyskutować o nim, mowa o feminizmie. Można by nawet pokusić się o osąd, że równouprawnienie szaleje wokół nas. Ten wątek z kolei nierozerwalnie wiąże się z kobietami. O nich zresztą też ciężko nie wspominać, bo o co czy lepiej rzec kogo trwa pierwszy-odwieczny spór; pierwsza była kobieta czy mężczyzna i z czyjego żebra powstała? Zostawmy to jednak genealogom czy innym badaczom minionych epok etc.

Jedno jest pewne bez pierwiastka żeńskiego ten świat nie mógłby istnieć.
To one dają życie, to one podtrzymują przy nim, karmiąc, dbając, doglądając.
Również i później troszcząc się o swe dorosłe już dzieci,a często i o swoich mężów.
Są niezastąpione, dlatego ważne i cenne dla społeczeństwa, brzmi to może wszystko jak historyjka o ptasiej rodzinie. W tej z kolei kobiety mają swoje wywalczone miejsce i odgrywają konkretne role. Zawsze są to istotne zadania niczego nie ujmując ich brzydszym połowom.

Swój mini-cykl rozważań o roli kobiety we współczesnym świecie, przedstawię na przykładzie jej sytuacji w polskiej "prasie serca".

wiek XX przyniósł wyzwolenie kobiet i zmiany w obyczajowości na całym globie. Postępująca ewolucja poglądów na temat płci pięknej doczekała się przeobrażeń w każdej sferze dotyczącej kobiety i jej życia. Miały w tym także udział gazety. Prasa od początku kształtowała i wpływała na swego czytelnika. Jej rola wydaje się być nieoceniona. Mężczyznami kierowała głównie poprzez swoje funkcje informacyjne na kobiety działała w sposób emotywny. Jak wiadomo to one są bardziej uwrażliwione na dobro i zło, czulsze na słowa i działają z pobudek emocjonalnych, dlatego też jak łatwo przypuszczać łatwiej nimi manipulować. A od kiedy polskiej prasie swój udział mają i reklamodawcy, a można mówić o latach 40. dwudziestego wieku, z różną siłą perswazji działano na odbiorcę, którego podzieliły produkty, proszki, mydła i płyny były kierowane do pań, natomiast samochody etc. do panów, oczywiście przy udziale i z wykorzystaniem wizerunku kobiety, który to z kolei miał przyciągać ich wzrok i wzbudzać zaciekawienie oferowanym przedmiotem.

ciąg dalszy nastąpi...

poniedziałek, 29 stycznia 2007

Bzyknąć Fakt na 75.000 zł

6 komentarzy
Tytuł w stylu Faktu, i chyba nic nie odda bardziej istoty tej informacji. Aktorka Anna Mucha wygrała proces sądowy przeciwko ogólnopolskiemu dziennikowi Fakt. Zasądzona kwota na rzecz Anny Muchy to 75 tysięcy złotych odszkodowania. Wydawca pisma będzie musiał jeszcze przeprosić na łamach gazety aktorkę oraz zaprzestać pisać o jej prywatnym życiu. Dziennik opublikował na swoich łamach zdjęcia aktorki opalającej się półnago na plaży w Egipcie. Anna Mucha uznała te zdjęcia za naruszenie praw do swojego wizerunku.

Zgodnie z art. 78 ust. 1 prawa autorskiego

1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.
Autorka nie wyraziła zgody na rozpowszechnianie swojego wizerunku, a sądy nie uznają gwiazd za osoby publiczne. Owszem gdy znajdują się na premierach filmów, spotkaniach autorskich, gdzie prezentują własną twórczość to tak, ale gdy są na plaży prywatnie status "osoby publicznej" ich nie obowiązuje. Tak właśnie było w tym przypadku gdyż zdjęcie zostało zrobione podczas prywatnego urlopu na plaży w Egipcie.

Nie tylko prawo prasowe chroni gwiazdy i zwykłych ludzi przed nadmiernym interesowaniem się przez osoby trzecie ich życiem prywatnym.

Kodeks Cywilny Art. 23.

Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.
Jeden "Fakt" mnie zastanawia. Czy kwota zarządzona przez sąd jest adekwatna do wyrządzonej krzywdy? Dziś reklama na głównej stronie dziennika kosztuje 29 tysięcy złotych. Gdyby zsumować reklamy na pozostałych zapewne kwota oscylowałaby około 1 mln zł. Gdyby pomnożyć tę kwotę przez wszystkie dni w miesiącu dawałoby to ok 30 milionów złotych. Wiadomo jednak, że gazeta nie sprzedaje wszystkich miejsc reklamowych. Więc zerknąłem na dane dotyczące zysków z reklam Faktu (wrzesień 2006 dane expert-monitor). Wynika z nich, że w ciągu miesiąca kwota oscyluje wokoło 2 mln zarobku. Tak więc zasądzona przez sąd kwota wydaje się być adekwatna do winy jaką popełnili dziennikarze Faktu. Wniosek jest jeden: za "wchodzenie w butach w prywatne życie" kosztuje dziennik połowę miesięcznych wpływów.

Co sądzicie na ten temat? Czy dziennikarze mają prawo opisywać prywatne życie gwiazd? Czy odszkodowanie, który Fakt zapłacił aktorce jest odpowiednio wysokie?

Inne procesy przegrane przez Fakt:
-> Kolejna porażka dziennika "Fakt" - Sto tysięcy złotych odszkodowania ma zapłacić "Fakt" redaktorowi naczelnemu "Przeglądu Konińskiego" - Stanisławowi Pigule.
-> Skrzynecka zawarła ugodę z "Faktem" - "W Fakcie będzie opublikowane oświadczenie wydawcy o wyrazach ubolewania za naruszenie dóbr osobistych".

-> Joanna Brodzik wygrywa z "Faktem" - Grzegorz Jankowski, redaktor naczelny "Faktu", i Axel Springer Polska, wydawca tytułu, muszą przeprosić Joannę Brodzik za naruszenie jej dóbr osobistych.

-> Edyta Górniak wygrała z "Faktem"? - Sąd zakazał brukowej gazecie "Fakt" pisania o Edycie Górniak

Inne procesy wytoczone przeciwko Faktowi:

-> Mandaryna idzie na wojnę z "Faktem"
-> "Fakt" do prokuratury za prowokację wobec min. Jurgiela
-> Poseł skarży "Fakt"

Zapowiedzi pozwów przeciwko Faktowi:
-> Lepper pozwie "Fakt" za "chuligana bez matury"
-> Minister pozwie "Fakt" za publikację
-> Posłanka SdPl pozywa do sądu "Fakt"

niedziela, 14 stycznia 2007

Fotoreporter a prawo?

3 komentarzy
W Poczesnej pod hipermarketem Auchon została przeprowadzona akcja policyjna mająca na celu zatrzymanie handlarza narkotykami. Poinformowała Gazeta Wyborcza w artykule "Częstochowa: Policjanci ranili małe dziecko?"

Przypadkowym świadkiem tego zdarzenia był fotoreporter Maciej Kuroń, 22-letni współpracownik "Gazety". Kiedy zobaczył, że pod Auchan biegają uzbrojeni policjanci, w naturalnym odruchu wyjął aparat i zaczął robić zdjęcia. Kilkanaście minut później policja go zatrzymała, a zdjęcia zabrała.

"Opowieść Maćka Kuronia, współpracownika "Gazety"

Pojechałem na zakupy, ale nie zdążyłem wejść do sklepu, gdy zobaczyłem, że wokół migają niebieskie "koguty". Stanąłem z boku i zacząłem robić zdjęcia. Nagle otoczyli mnie policjanci, uzbrojeni w długą broń. Zaczęli wypytywać kim jestem i co tu robię. Pokazałem im legitymacje prasową. Mimo to zabrali mi aparat i powiedzieli: "Jedziesz z nami". Nie chciałem zostawiać auta pod Auchan, wtedy panowie pozwolili mi nim jechać, pod eskortą policjanta.

W siedzibie CBŚ usłyszałem, że muszę zeznawać jako świadek. Uprzedzili o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Trochę się wystraszyłem. Nie miałem pojęcia, czego właściwie byłem świadkiem. Potem zaczęli wypytywać: "Po co tam pojechałeś?", "Skąd wiedziałeś o akcji?", "Skąd wiesz, że to byli policjanci?" "Dlaczego robiłeś te zdjęcia?". Poczułem się jak przestępca, który próbuje coś ukryć. Czułem się zmanipulowany. Wśród zdjęć szukali tych, na których był widoczny półotwarty bagażnik auta. Zjawił się też mężczyzna, twierdzący że jest prokuratorem, ale nie podał nazwiska, nie przedstawił się. W końcu zażądali ode mnie dwóch kart pamięci z aparatu, na których były foty z akcji. Byłem już wystraszony na całego, nigdy nie zdarzyło mi się coś podobnego. Dostałem zaświadczenie, że policja zgarnęła moje zdjęcia. Podpisała się pod nim nadkomisarz Elżbieta Lisek. Po trzech godzinach wreszcie mnie puścili. Obiecali, że oddadzą karty za tydzień, może za kilka dni. Jak je przejrzą. Mam nadzieję, że nie skasują żadnego zdjęcia. Jest to przecież własność "Gazety".

Komentarz Ewy Kulisz, red. nacz. "GW" w Częstochowie: Czekamy na wyjaśnienia i niezniszczone karty Prokuratura natomiast bez zażenowania wyznaje, że zdjęcia zrobione przez fotoreportera "Gazety" i zarekwirowane przez policję przydadzą im się do pracy. Fotoreporter zrobił zdjęcia po to, by je opublikować w "Gazecie". Po to, by za ich pomocą poinformować mieszkańców, co się wydarzyło pod Auchan. Wykonywał swój zawodowy obowiązek, a policja mu to uniemożliwiła. Był w miejscu publicznym i nie zrobił nic złego, nie było więc żadnego powodu, by go zatrzymywać i nękać przez trzy godziny. Zwłaszcza że się od razu wylegitymował. Nie przekonuje mnie argument prokuratora Basińskiego o potrzebie ochrony "tajniaków", skoro działali publicznie i każdy przechodzień mógł ich sfotografować, choćby komórką.Spodziewam się, że policja jak najszybciej wyjaśni nam wszystkim, co się stało pod hipermarketem. I że fotoreporter odzyska karty, z których nie zostanie wykasowane ani jedno zdjęcie. Nawet jeśli jest dla policji niewygodne.
Zastanawia mnie czy policja miała prawo zatrzymać fotoreportera i zabrać go na przesłuchania oraz jednocześnie zabrać mu jego sprzęt do pracy w postaci kart pamięci? Czy polskie prawo pozwala u nas zatrzymać każdego pod dowolbym pretekstem? Czy policja nie mogła grzecznie poprosić o udostępnienie zdjęć dla dobra śledztwa?

Konstytucja mówi:
Art. 14. Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.
Tak więc czy w tym przypadku Policja nie ograniczyła prawa do wolności fotoreportera który jest przedstawicielem prasy?

Art. 31. Konstytucji

1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.

2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.

3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
Czy zgodnie z punktem trzecim była to sytuacja konieczna dla utrzymania bezpieczeństwa lub porządku publicznego? Czy ten punkt daje prawo policji na zarekwirowanie karty i fotografa?

Art. 41. Konstytucji
1. Każdemu zapewnia się nietykalność osobistą i wolność osobistą. Pozbawienie lub ograniczenie wolności może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonych w ustawie.

2. Każdy pozbawiony wolności nie na podstawie wyroku sądowego ma prawo odwołania się do sądu w celu niezwłocznego ustalenia legalności tego pozbawienia. O pozbawieniu wolności

powiadamia się niezwłocznie rodzinę lub osobę wskazaną przez pozbawionego wolności.

3. Każdy zatrzymany powinien być niezwłocznie i w sposób zrozumiały dla niego poinformowany o przyczynach zatrzymania. Powinien on być w ciągu 48 godzin od chwili zatrzymania przekazany do dyspozycji sądu. Zatrzymanego należy zwolnić, jeżeli w ciągu 24 godzin od przekazania do dyspozycji sądu nie zostanie mu doręczone postanowienie sądu o tymczasowym aresztowaniu wraz z przedstawionymi zarzutami.

4. Każdy pozbawiony wolności powinien być traktowany w sposób humanitarny.

5. Każdy bezprawnie pozbawiony wolności ma prawo do odszkodowania.

Art 64. ust 3. Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności.
Jak widać wg. konstytucja policja ma prawo się tak zachować, choć mam wątpliwości czy w tym przypadku było to uzasadnione. Niestety konstytucja jest rzadko przez obywateli a także policjantów rzadko znana i mało przestrzegana.

USTAWA z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji. (Dz.U.02.7.58)

§ 1. Rozporządzenie określa sposób postępowania oraz wzory dokumentów stosowanych przy wykonywaniu przez policjantów uprawnień określonych w art.15 ust. 1 pkt 1, 2a, 3, 3a lit. b, pkt 3b, 5, 5a, 6 7 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o

Policji, zwanej dalej "ustawą":
1) legitymowania osób w celu ustalenia ich tożsamości;"

i dalej:

"§ 2. 1. Policjant, który przystępuje do czynności służbowych związanych z
wykonywaniem uprawnień określonych w § 1 pkt 1-3, 5, 7 i 8, jest obowiązany
podać swój stopień, imię i nazwisko w sposób umożliwiający odnotowanie tych danych, a także podstawę prawną i przyczynę podjęcia czynności służbowej.
Dzień później na łamach Gazety dowiedzieliśmy się, że Fotoreporter "Gazety" odzyskał karty z fotografiami, które zrobił podczas środowej akcji.

Maciej Kuroń przez hipermarketem znalazł się przypadkiem. Kiedy zobaczył, co się dzieje, zaczął robić zdjęcia. Policja go zatrzymała, przewiozła do siedziby CBŚ w miejskiej komendzie, przesłuchała. Zabrała dwie karty pamięci z aparatu. - Policjanci nie mogli dopuścić, by na zdjęciach zostały utrwalone twarze osób, które są utajnione. Z drugiej strony fotografie bardzo nam mogą pomóc w pracy, a karty pamięci oczywiście oddamy - tłumaczył w czwartek Romuald Basiński, rzecznik prokuratury. O tym, że policja postępowała wbrew prawu, nie mówił.

Wczoraj jeszcze zapowiedział: - Policja skopiuje zdjęcia, bo mogą pomóc w badaniu ewentualnego przecieku o akcji, narażenia dziecka, samego zatrzymania. Oczywiście do skopiowania dojdzie w obecności fotoreportera.

Policja oddała karty. - Nic nie skasowali - sprawdził Kuroń. O kopiowaniu nic nie usłyszał.

Ewa Nowińska, znawczyni prawa prasowego i dyrektorka Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie ma wątpliwości: - Redakcja może wydać materiały reporterskie albo dobrowolnie, albo na podstawie wyroku sądu. Nadużyciem było już samo przeszukiwanie aparatu i kart pamięci. Organa ścigania wykazały się nadgorliwością.

Prokuratura będzie tymczasem badać, czy informacje o planowanej akcji nie przeciekły do mediów. - Zastanawiająca jest obecność fotoreportera w tamtym miejscu - stwierdził Basiński.

Jerzy Dziewulski, znany policjant i antyterrorysta, były poseł, komentuje: - O samej akcji powiem tyle: sam bym zatrzymywał bandytę, mimo obecności dziecka. Co do fotoreportera, policja przesadziła w histerycznej reakcji. Zamiast zatrzymywać reportera i rekwirować materiały, powinni porozmawiać. Mogli mieć nagłośniony sukces, a sami go zepsuli. Teraz mają aferę, więc będą wymyślać historie o przeciekach i zdradzaniu tajemnic. Częstochowska policja wiele musi się jeszcze nauczyć.
Tekst powstał w oparciu o cytaty z Gazety Wyborczej.

środa, 25 października 2006

Przegląd prasy: Wybory Prezydenta miasta Krakowa 2006

0 komentarzy

„Skończmy z chamstwem! Kraków wymaga szacunku” zatytuowano wywiad z Romą Ligocką, malarką i pisarką którego udzieliła Echu Miasta Kraków 14 września 2006. W wywiadzie z z cyklu „Gdybym był prezydentem”, pani Ligocka przyznaje: „Pracowałabym nad przywróceniem miastu jego prawdziwego klimatu, który rozmył się w oparach grilowanej kiełbasy na rynku Głównym i oddechach pijanych turystów [...] Znajomy właściciel restauracji opowiadał mi o turystach, którzy jednej nocy wzostawili w barze siedem tysięcy euro. Takich turystów przyciągają tanie linie lotnicze. Jadą nie wiedząc gdzie byli. Nazwa Kraków równie dobrze mogłaby być nazwą pubu. [...] Na początku lat 90. miałam pewien pomysł na wypromowanie Krakowa wśród artystów i inteligencji. Miasto jest właścicielem wielu kamienic w obrebie Plant i pomyślałam, że gdyby oddać mansardy tych kamienic artystom z całego świata, miasto znowu zatętniłony życiem. Nazwałam to „Kraków pod chmurami”, a celem było powtórne przyciągnięce artystów do centrum Krakowa, przywołanie tej niezwykłej aury, która towarzyszyła mieszkańcom przez ponad stulecie, która wreszcie sprawiła, że Kraków jest wyjątkowy. [...] Myślę, że dobrze by było stworzyć swego rodzaju radę przy prezydencie, złożoną z wieloletnich światłych mieszkańców miasta, nie zaangażowanych w rozgrywki polityczne. Radę która oceniałaby czy proponowane posunięcia nie niszczą wizerunku miasta.

Tydzień później również w Echu Krakowa pojawił się wywiad z Jerzym Vetulanim, zatytuowany „Trzymać kierunek”. Neurobiolog, pracownik PAN przyznaje: „zbudowałbym wreszcie ten tutel pod wzgórzem św. Bronisławy, o którym mowa od dawna. [...] Pozatym pozatym fatalne jest to połączenie z Krakowa do Balic, gdzie brakuje 400 metrów do samego lotniska. [...] Krakowowi może zaszkodzić jedynie ktoś, kto mógłby zejśc z obranego kierunku i wszystko schrzanić. [...] Kraków jest bardzo narażony na inwazję deweloperów. Dlatego zaczyna ginąć charakter tego miasta. [...] Kierunek, który teraz został obrany jest dobry. Kraków bez przemysłowych inwestorów, miły dla turystów i mieszkańców. Trzeba rozwijać turystykę rekreacyjną, pielgrzymkową i naukową. [...] Trzeba przyjmować gości na rozbudowanym lotnisku, poprawić komunikację i infrastrukturę. To co zrobimy dla naszych gości będzie również z pożytkiem dla nas.

Trzech do fotela – Echo Miasta Kraków (21 września 2006) – zapytało trzech najważniejszych kandydatów na prezydenta miasta Krakowa jakie decyzje podjęliby zaraz po wyborze.

Jacek Majchrowski (bazpartyjny): „Jeśli wygram wybory, będe częściowo kontynuował swoją politykę zarządzania miastem, ale pojawiią się też inne akcenty, na przykład na pomoc społeczną”,

Tomasz Sczypińsk (PO)i: „To oczywiste, że mam zupełnie inną wizję zarządzania miastem niż Jacek Majchrowski. Nie jestem człowiekiem znikąd, ale konretne rozwiązania i propozycje pierwszych zmian przedstawię dopiero w kolejnych odsłonach swojej kampani,

Ryszard Terlecki (PiS): „Na razie za wcześnie mówić o moich pierwszych decyzjach. Oczywiście chcę: poprawy bezpieczeństwa, radykalnej naprawy dróg czy przygotowania programu rozwoju miasta, ale to tylko wyborczy elementarz. Oprócz tego pracuje nad prozpozycjami, które będą mój program wyróżniać, ale na to muszę mieć jeszcze trochę czasu.

Gazeta Krakowska, jeden z trzech czyli walka o ratusze: Majchrowski bez problemu raczej przejdzie do drugiej tury. Trudno jednak przewidzieć, z którym z kaonkórentów się zmierzy. PiS wystawiając Terleckiego, ma nadzieję, że już w pierwszej turze poprze go część elektoratu PO, a w dogrywce Platforma przekaże poparcie. PO oczywiście liczy na wzajemność. W krakowie zapowiada się bardzo ostra kampania wyborcza. Już na starcie głośno było w całej Polsce o podsłuchu, jaki rzekomo chciała założyć prezydentowi Majchrowskiemu kontrolowana przez Pis policja.Kilka dni później Jan Rokita pytał publicznie, czy kandydat PO także jest podsłuchiwany i domagał się wyjaśnień na temat nagłego przyspieszenia śledctwa w krakowskiej prokuratury w sprawie kontrowersyjnego zakupu gruntów przez miasto. [...] Kłopotów z wymiarem sprawiedliwości nie ma na razie tylko Pis. Własnego kandydata zamierza wystawić także Samoobrona. Na razie jednak nie ujawniła jego nazwiska.

Rodzinna zmowa wyborcza tak brzmi tytuł z Gazety Krakowskiej z 11 października 2006, wktórym mowa, że jedna rodzina założyła kilka komitetów, które mogą przekazać poparcie jednemu z kandydatów na prezydenta. Choć formalnie każdy z komitetów ma swojego pełnomocnika w praktyce tylko G. Piątkowski wypowiada się w ich imieniu.

Z czwartm kandydatem na prezydenta miasta Krakowa, można przeczytać wywiad w Gzacie Krakowskiej z dnia 6 października 2006, w której Józef Lasotta przyznaje: Mam duże doświadczenie w samorządzie, przez sześc lat byłem prezydentem tego miasta, a ostatnio miałem okazję poznać na własnej skórze, jak nieskutecznie funkcjonuje teraz krakowska administracja. Nie chcę już wysłuchiwać narzekań inwestorów, że dwa lata czekają na decyzję budowlane, a prezydenci np. Wrocławia dzwonią do nich z ofertami, by coś tam wybudowali.

Drugi plan Wielkiego Krakowa – to przedwyborcze obietnice Tomasza Sczypińskiego opublikowane w czwartek 9 października 2006 w Gazecie Krakowskiej: Opracowany przez Szczypińskiei plan Wielkiego Krakowa zakłada m.in. Dokończenie trzeciej obwodnicy miasta, rewitalizaję blokowisk, wprowadzenie w całym mieście bezprzewodowego internetu, zagospodarowanie brzegów Wisły i utworzenierekreacyjnych szlaków wodnych. Szczypiński chce razem z podkrakowskimi gminami realizować wspólną politykę inwestycyjną i gospodarczą.

poniedziałek, 24 kwietnia 2006

E-mail do "Dziennika"

0 komentarzy
Wysłałem ten list do działu ekonomicznego nowej, ogólnopolskiej gazety "Dziennik"... szkoda, że nie dostałem odpowiedzi z redakcji ...

Witam,

Przeczytałem w Dzienniku (wtorek 18 kwietnia 2006), artykuł pod tytyłem "Raj dla pośredników. Gdyby nie nadmiar stacji, benzyna byłaby tańsza".

Niestety nie potrafie zrozumieć tezy postawionej przez Łukasza Bąka. Redaktor ten sugeruje że powodem wysokich cen benyzyny są nie tylko rekorodowo wysokie ceny ropy, czy akcyza nakładana przez ministra finansów ale także:

"Winnych trzeba szukać też na stacjach benzynowych, których jest po prostu za dużo. W Polsce na jedną przypada tylko 1,6 tys. samochodów, podczas gdy w Niemczech aż 3,2 tys. W efekcie nasi sąsiedzi płacą ok. 20 gr marży za litr paliwa, a my 60 - 80 gr."

Nie rozumiem tak postawionej tezy. Prawa rynku głoszą, że im większa konkurencja tym lepsza jest cena bądź jakość usług/towarów pomiędzy konkurentami. Pan Łukasz twierdzi jednak inaczej. Czyżby prawa rynku się zmieniły czy też ja nie rozumiem zasad działania rynku paliw w
Polsce?

Czytając kolejne akapity można odnieść wrażenie, że autor zaprzecza swoim własnym słowom: "Jednak ciągle najlepszą metodą na obniżenie cen jest zaostrzona konkurencja".

Czy również państwo widzą w stwierdzeniu, że im więcej stacji benzynowych tym większa cena paliwa?

Pozdrawiam,
Jacek